Metropolia Silesia. O rozwoju zawodników i lekcjach płynących z czeskiej rywalizacji rozmawiamy z trenerem Beniaminem Sławińskim.

 

Metropolia Silesia od kilku lat daje młodym hokeistom możliwość regularnej rywalizacji z czeskimi drużynami, które należą do czołówki europejskiego szkolenia młodzieży. To dodatkowe mecze, nowe doświadczenia i szansa na rozwój w wymagającym środowisku sportowym. O podsumowanie minionego sezonu, najważniejsze obserwacje oraz przyszłość projektu zapytaliśmy trenera Beniamina Sławińskiego.

W jakich obszarach widzi Pan dziś największy rozwój zawodników Metropolii Silesia po całym sezonie?

Generalnie nie szukałbym tu podziału na lepsze czy gorsze obszary. Graliśmy w czterech kategoriach rocznikowych (2012-2015), gdzie każda grupa znajduje się na innym poziomie sportowym, dlatego również oczekiwania i wymagania wobec zawodników były różne. Sam projekt został stworzony właśnie po to, aby zawodnicy mogli rozwijać się w różnych aspektach hokejowego rzemiosła, zarówno indywidualnie, jak i zespołowo.

Sportowo wyglądało to różnie. Czasami dobre mecze kończyły się porażkami, a spotkania, po których, znając możliwości chłopaków oczekiwaliśmy więcej, przynosiły zwycięstwa. Cieszy jednak to, że nasi zawodnicy potrafią nawiązywać wyrównaną walkę z czeskimi rówieśnikami, a często sam wynik nie oddaje tego, co działo się na lodzie.

Co liga czeska daje zawodnikom, czego trudno byłoby nauczyć się wyłącznie w krajowych rozgrywkach?

Myślę, że główną zaletą jest możliwość regularnej gry na poziomie wyższym niż w naszych rodzimych rozgrywkach. Tam mecze są zdecydowanie bardziej mobilne, szybsze i wymagają od zawodników pełnego zaangażowania przez całe spotkanie. Gra toczy się intensywnie we wszystkich tercjach: od obronnej, przez neutralną, aż po ofensywną.

Dzięki temu możemy rozmawiać z zawodnikami zarówno o zachowaniach defensywnych, jak i ofensywnych. To bardzo cenne doświadczenie szkoleniowe, którego trudno szukać gdzie indziej.

Dlaczego z perspektywy szkoleniowej warto kontynuować projekt Metropolia Silesia w kolejnych sezonach?

Jest to na pewno bardzo dobra droga dla rozwoju zawodnika. Widać to, kiedy spojrzymy na kilka poprzednich roczników. Zawodnicy, którzy przechodzili pełny, czteroletni cykl rozgrywek, bardzo często trafiają później do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Najlepszym przykładem są zawodnicy z roczników 2007 i 2008, spośród których kilkunastu grało rok temu na Litwie i wywalczyło awans do Dywizji IA. Kilku występuje dziś w zagranicznych ligach juniorskich, kilku zadebiutowało już w polskiej ekstraklasie, a jestem przekonany, że wkrótce będą pojawiać się także na zgrupowaniach reprezentacji seniorów.

Oczywiście ten projekt to tylko jeden z elementów szkolenia. To możliwość regularnej gry z czeskimi rówieśnikami oraz dodatkowe 25-30 wymagających spotkań w sezonie. Jednak bez pracy wykonywanej w klubach, bez wsparcia rodziców, bez zaangażowania samych zawodników i ich indywidualnych predyspozycji nic by        z tego nie było. To nie jest tak, że grasz w Silesii i sukces przychodzi sam. Ten projekt po prostu daje młodym zawodnikom większą szansę na rozwój.

Który moment lub osiągnięcie zespołów Metropolii Silesia szczególnie zapadły Panu w pamięć w tym sezonie?

Nie chciałbym oceniać poszczególnych grup wyłącznie przez pryzmat wyników, tym bardziej że potencjał poszczególnych roczników nie zawsze jest taki sam. Oczywiście każda wygrana na czeskich lodowiskach bardzo cieszy, ale przede wszystkim zwracamy uwagę na naukę, poprawę błędów oraz doskonalenie właściwych zachowań na lodzie.

To wszystko, w połączeniu z pracą wykonywaną w klubach i wieloma innymi czynnikami, ma zacząć przynosić efekty wtedy, gdy chłopcy wkroczą na poziom reprezentacji młodzieżowych. Wszystkie nasze kategorie wiekowe grały na miarę swoich możliwości, wkładając w każdy mecz dużo zdrowia i serca.

Jeżeli jednak spojrzymy na wynik sportowy kończący czteroletni cykl szkolenia, to na wyróżnienie zasługuje rocznik 2012. Szansa na zajęcie miejsca w czołowej trójce rozgrywek regionalnych była realna praktycznie do ostatniego meczu eliminacji. Nie udało się postawić tego decydującego kroku i rywale okazali się lepsi, ale na pewno nie było łatwo wyrzucić nas z grona drużyn walczących o miejsca 1-3.

Jakie najważniejsze wnioski, refleksje i obserwacje zabiera Pan z tego sezonu jako trener Metropolii Silesia?

Tu raczej nie powiem nic nowego w porównaniu do wcześniejszych lat. W naszych rozgrywkach wciąż widać spore dysproporcje, nawet w drużynach złożonych     z dwóch lub trzech roczników. W Czechach gramy przeciwko zespołom opartym na pojedynczych rocznikach, a mimo to są one bardziej wyrównane. Nie ma tam aż takich różnic pomiędzy pierwszą a trzecią formacją.

Tam zawodnicy więcej jeżdżą, szybciej reagują na sytuacje boiskowe, szybciej operują krążkiem i przede wszystkim każdy chce uczestniczyć w grze przez cały czas pobytu na lodzie. U naszych zawodników często widać problem z przestawieniem się na taki poziom rywalizacji. Górę biorą nawyki wyniesione z krajowych rozgrywek. Trudniej utrzymać dyscyplinę gry, co często kosztuje nas utratę bramek.

Z drugiej strony my potrzebujemy znacznie więcej sytuacji do zdobycia gola. Wciąż pracujemy nad zachowaniami pod obiema bramkami. Często zdarza się, że gra tylko zawodnik posiadający krążek, a pozostali obserwują jego działania. Jednak z czasem potrafimy zaadaptować się do tego poziomu, dyktować warunki gry i szybciej operować krążkiem.

Indywidualnie nasi zawodnicy często nie ustępują rywalom pod względem jazdy czy techniki. Problem pojawia się przy przełożeniu tych umiejętności na grę zespołową. W Czechach bez pomocy kolegów trudno funkcjonować na lodzie, a błędne decyzje są natychmiast wykorzystywane przez przeciwnika.

To kolejny argument za tym, by regularnie konfrontować się z szybszym, bardziej wymagającym hokejem, który zmusza młodych zawodników do ciągłej koncentracji i aktywnego uczestnictwa w grze przez pełne 60 minut.

Na zakończenie, czego życzyłby Pan zawodnikom, trenerom i całemu projektowi Metropolia Silesia na przyszłość?

Zawodnikom przede wszystkim chęci rozwijania się nie tylko na lodzie, samozaparcia w tym, co robią oraz wykorzystywania możliwości, jakie stwarzają im ludzie   i instytucje działające na rzecz hokeja.

Trenerom życzę dużo wytrwałości w tym, co robią oraz dalszego poszerzania bazy zawodników, szczególnie na etapie naboru. Im większa i bardziej wyrównana grupa, tym lepsze warunki do pracy, rozwoju i zdrowej rywalizacji.

Projektowi życzę natomiast, aby nadal był ważnym elementem szkolenia i rozwoju młodych zawodników, którzy chcą konsekwentnie podążać swoją hokejową drogą.